Usługi i atrakcje weselne

Jak zaplanować atrakcje weselne, które nie będą kiczowate?

Agnieszka Kowalik
Jak zaplanować atrakcje weselne, które nie będą kiczowate?

Jak zaplanować atrakcje weselne, które nie będą kiczowate?

Znacie to uczucie, gdy na weselu nagle gasną światła, rozbrzmiewa dramatyczna muzyka, a Wy myślicie: „o nie, co teraz będzie”? Ja pamiętam doskonale jedno wesele sprzed lat, gdzie wujek przebrany za kurczaka prowadził przedziwną grę z jajkiem. Wszyscy czuliśmy się lekko zażenowani, a para młoda chyba najbardziej. Właśnie wtedy zrozumiałam, że granica między fantastyczną atrakcją a kiczowatym koszmarem jest cieńsza niż weselny opłatek.

Kiedy planowaliśmy własny ślub, temat atrakcji wracał jak bumerang. Z jednej strony czułam presję – w końcu Instagram i Pinterest zalewają nas zdjęciami tańca w chmurach, zimnych ogni czy prosecco vanów. Z drugiej, panicznie bałam się, że wybierzemy coś, co zamiast zachwycić, wprawi gości w zakłopotanie. Bo umówmy się: atrakcja weselna nie jest obowiązkowym punktem programu. To ma być coś, co sprawi, że ten dzień będzie jeszcze bardziej Wasz i na dłużej zapadnie w pamięć. Jak więc zrobić to z klasą?

Mniej znaczy więcej: Zasada jednej, wyjątkowej atrakcji

Początkowo sama wpadłam w pułapkę myślenia, że im więcej się dzieje, tym lepiej. Fotobudka? Jasne! Drink bar? Koniecznie! A może jeszcze iluzjonista i karykaturzysta? Stop. Byłam na weselu, gdzie atrakcji było tyle, że goście nie wiedzieli, na czym się skupić. Ledwo skończył się pokaz magika, a już trzeba było biec pozować do zdjęć, bo za chwilę zaczynał się pokaz barmański. Efekt? Chaos i poczucie, że ciągle coś nas omija. Zamiast integrować, te wszystkie dodatki podzieliły gości na mniejsze grupki.

To największe ryzyko: wybieranie atrakcji tylko dlatego, że są modne, a nie dlatego, że do Was pasują. Pomyśl o tym jak o przyprawie – ma podkreślić smak dania, a nie go zdominować. Zanim więc dodasz kolejny punkt do listy wydatków, zadaj sobie jedno, kluczowe pytanie:

  • Dlaczego tak naprawdę chcemy mieć tę atrakcję? Czy odzwierciedla nasze pasje? Ma dla nas sentymentalne znaczenie? A może po prostu ulegamy presji, bo „wszyscy tak robią”? Szczera odpowiedź to pierwszy krok do uniknięcia kiczu.

Wasza historia, a nie trendy z Instagrama

I tu dochodzimy do sedna. Najlepsza, najbardziej stylowa atrakcja to taka, która opowiada coś o Was. Jest przedłużeniem Waszej osobowości. Uwielbiacie włoskie klimaty i tam się zaręczyliście? Wynajęcie skutera Vespa serwującego Aperol będzie strzałem w dziesiątkę. Jesteście fanami planszówek? Kącik z grami w wersji XXL, jak gigantyczna Jenga, naprawdę rozkręci Waszych znajomych. To o wiele bardziej autentyczne niż kolejna fotobudka z tymi samymi gadżetami.

Najpiękniejsze wesela to te, na których czuć, kim jest para młoda. Kiedy każdy detal, od muzyki po drobne dodatki, tworzy spójną całość. Znam parę, która nie czuła się pewnie na parkiecie, a pod presją trendów zamówiła „ciężki dym” do pierwszego tańca. Czuć było, że odgrywają scenę z cudzego filmu. Z drugiej strony, para zapalonych graczy zorganizowała strefę z szybkimi grami imprezowymi. Było autentycznie, zabawnie i totalnie w ich stylu, a goście, którzy nie tańczyli, mieli genialną alternatywę.

  • Praktyczny tip: Zróbcie listę rzeczy, które lubicie robić razem. Podróże, gotowanie, kino, psy, góry? Każda z tych pasji to kopalnia pomysłów na spersonalizowaną atrakcję, która powie o Was więcej niż najdroższy pokaz fajerwerków.

Budżet to kompas, nie wróg

A teraz zejdźmy na ziemię. Każda wizja musi zmierzyć się z budżetem. Kiedy zaczęłam robić research, ile te wszystkie cuda kosztują, moja szczęka delikatnie opadła. Fotobudka na 2-3 godziny? Przygotuj się na wydatek rzędu 700-1500 zł. Profesjonalny drink bar z obsługą? Mówimy o kwotach od 1500 zł do nawet 4000 zł. Pokaz iluzjonisty to kolejne 1500-3500 zł. Nagle okazuje się, że te „drobne” dodatki mogą pochłonąć lwią część weselnych funduszy.

Ograniczenia finansowe bywają jednak błogosławieństwem, bo zmuszają do kreatywności. Zamiast drogiej fotobudki możecie stworzyć własny kącik do zdjęć z aparatem typu Polaroid i personalizowanymi rekwizytami. Zamiast pełnego drink baru, może popisowy „drink Pary Młodej” z ciekawą historią, serwowany przez całą noc? To proste, ale personalne rozwiązania bronią się najlepiej.

  • Praktyczny tip: Wybierzcie jedną, góra dwie atrakcje, które naprawdę robią na Was wrażenie i wpisują się w Wasz budżet. Lepiej mieć jedną, ale dopracowaną i świetnej jakości, niż kilka byle jakich.

Podsumowanie

Gdy muzyka ucichnie, a ostatni goście zamówią taksówkę, zostaną wspomnienia. Zdjęcia, na których śmiejecie się do łez, i historie, które będziecie sobie opowiadać latami. Dlatego podsumujmy to wszystko jedną, złotą myślą: najlepsze atrakcje to te, które tworzą wspomnienia, a nie tylko chwilowy efekt „wow”.

Wasza historia, a nie lista z Pinteresta

Pamiętam wesele znajomych, Kasi i Tomka. Nie mieli fotobudki ani barmana. Zamiast tego, w rogu sali postawili stary stół, na nim aparat Instax i kilka albumów z pustymi kartkami. Prośba była prosta: „Zróbcie sobie zdjęcie i wklejcie je z życzeniami dla nas”. To był strzał w dziesiątkę. Przez całą noc goście podchodzili, robili sobie głupie miny, pisali coś od serca. Bez presji i bez kolejek. Taki album to dziś dla nich skarb, cenniejszy niż setki zdjęć z perukami i wielkimi okularami. Co opowiada Waszą historię? Może księga gości w formie globusa, na którym każdy się podpisze? To właśnie te małe, osobiste akcenty sprawiają, że wesele jest Wasze, a nie skopiowane z katalogu.

Zamiast „wow” postawcie na „razem”

Znacie to uczucie, gdy na weselu pojawia się wielka atrakcja i nagle wszyscy wyciągają telefony? Taniec w chmurach czy pokaz fajerwerków często zamienia gości w biernych widzów. Na chwilę przerywa rozmowy i zatrzymuje integrację. A przecież celem wesela jest to, żeby ludzie bawili się razem. Zadajcie sobie pytanie: czy nasza atrakcja dzieli gości na „oglądających” i „występujących”, czy może ich łączy? Zamiast pokazu barmańskiego, który ogląda garstka zainteresowanych, może krótkie warsztaty tworzenia własnego drinka? Zamiast iluzjonisty, który skupia na sobie całą uwagę, może karykaturzysta, który krąży między stolikami, wywołując salwy śmiechu i dając gościom spersonalizowaną pamiątkę?

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Ile atrakcji to za dużo?

Zdecydowanie obowiązuje tu zasada "mniej znaczy więcej". Jedna, maksymalnie dwie dobrze przemyślane i dopasowane do Was atrakcje zrobią znacznie lepsze wrażenie niż pięć przypadkowych. Dajcie gościom czas na rozmowę, taniec i po prostu bycie razem. Przeładowany program może prowadzić do chaosu i zmęczenia.

Co zrobić, gdy budżet na atrakcje jest niemal zerowy?

Brak budżetu to zaproszenie do kreatywności! Zamiast wynajmować usługi, postawcie na rozwiązania DIY (zrób to sam). Stwórzcie własny kącik foto z ciekawym tłem i rekwizytami, przygotujcie słoik z "pytaniami przełamującymi lody" na każdym stole lub zorganizujcie księgę gości w formie polaroidów. Osobisty wkład jest cenniejszy niż pieniądze.

Jak pogodzić gusta gości w różnym wieku?

Wybierajcie atrakcje, które są uniwersalne i nie wykluczają nikogo. Karykaturzysta rozbawi zarówno młodzież, jak i seniorów. Dobrze dobrana muzyka na żywo (np. kwartet smyczkowy podczas kolacji) to klasa sama w sobie. Unikajcie atrakcji, które są skierowane tylko do wąskiej grupy, np. bardzo skomplikowanych gier czy pokazów zrozumiałych tylko dla Waszych znajomych.

Podczas organizacji własnego ślubu przekonałam się, jak wymagające potrafią być przygotowania do tego dnia. Na bazie własnych doświadczeń stworzyłam bloga, na którym dzielę się praktycznymi wskazówkami, narzędziami i sprawdzonymi rozwiązaniami, które pomagają planować ślub w sposób uporządkowany i świadomy.