Budżet, goście i logistyka

Jak zaplanować wesele zgodne z Waszym stylem i budżetem?

Agnieszka Kowalik
Jak zaplanować wesele zgodne z Waszym stylem i budżetem?

Wesele na Waszych zasadach: Jak pogodzić marzenia z budżetem?

Znacie to uczucie, gdy po magicznych oświadczynach, z pierścionkiem błyszczącym na palcu, siadacie razem, otwieracie laptopa i wpisujecie w wyszukiwarkę te trzy, z pozoru niewinne, słowa: „ile kosztuje wesele”? Pamiętam ten moment doskonale. Euforia mieszała się z ekscytacją, a w głowie miałam już wizję idealnej sukni i tańców do białego rana. A potem zobaczyłam liczby. I na chwilę odebrało mi mowę.

Kiedy na ekranie wyświetliły się widełki rzędu 50, 60, a nawet 80 tysięcy złotych za imprezę na sto osób, myślałam, że to błąd. Że może przez przypadek trafiłam na cennik wesel dla rodziny królewskiej. Niestety, to była brutalna, polska rzeczywistość. Piękna wizja zaczęła się chwiać pod ciężarem cyferek, a romantyczne planowanie zamieniło się w analizę finansową godną Wall Street. Jeśli właśnie kiwasz głową, wiedz, że nie jesteś sama. Jestem tu, by pokazać Wam, że da się inaczej.

Od romantycznego "tak!" do... arkusza kalkulacyjnego

Nikt nie przygotowuje nas na to zderzenie marzeń z rzeczywistością. Moja znajoma, Ania, opowiadała mi, jak po pierwszej wizycie w wymarzonej sali i usłyszeniu ceny „od talerzyka” na poziomie 350 zł, wróciła do domu i przez godzinę w milczeniu przeglądała zdjęcia z wakacji, na które mogliby pojechać za te pieniądze. Kto z nas tego nie przeżył? Ta chwila zwątpienia, gdy zadajesz sobie pytanie: „Czy to wszystko jest tego warte?”.

To nie jest moment, by rezygnować z marzeń. To moment, by je zdefiniować na nowo. Odrzeć je z tych wszystkich „powinno się” i „wypada”, które narzuca nam otoczenie, Instagram i presja społeczna. Bo wesele to nie egzamin z organizacji eventów, który musicie zdać na szóstkę. To celebracja Waszej miłości, opowieść o Waszej historii. A każda historia zasługuje na wyjątkową oprawę – taką, która pasuje do bohaterów, a nie do trendów z Pinteresta.

  • Pierwszy krok? Weźcie głęboki oddech. Serio. Zamknijcie laptopa, odłóżcie poradniki i po prostu cieszcie się sobą. Dajcie sobie tydzień na bycie narzeczonymi, zanim staniecie się managerami projektu „Wesele”.
  • Porozmawiajcie o priorytetach. Zanim zaczniecie liczyć, ustalcie, co jest dla Was absolutnie najważniejsze. Genialny fotograf, bo kochacie zdjęcia? Zespół, który porwie do tańca nawet najbardziej opornych wujków? A może niesamowite jedzenie, o którym goście będą mówić latami? Zapiszcie swoje top 3. To będzie Wasz kompas.

Anatomia weselnego budżetu: Gdzie tak naprawdę znikają pieniądze?

Pierwsze chwile z wedding plannerem w ręku (albo raczej z milionem otwartych zakładek w przeglądarce) mogą być przerażające. Widzisz te wszystkie zera i zastanawiasz się, czy ktoś tu się nie pomylił. Czy wesele naprawdę musi kosztować tyle, co małe mieszkanie? Spokojnie. Przeszłam przez to samo i mam dla Ciebie kilka konkretów, które pomogą oswoić te liczby i zamienić je w realny plan.

Król weselnych wydatków, czyli słynny „talerzyk”

Pamiętam, jak moja przyjaciółka Ania, która brała ślub rok przede mną, rzuciła kwotą 350 zł „za talerzyk”. Pomyślałam: „Chyba żartuje! Za jeden obiad?”. Okazuje się, że ten słynny „talerzyk” to znacznie więcej niż rosół i schabowy. To skondensowany koszt wynajmu sali, obsługi kelnerskiej, podstawowych dekoracji, napojów i całego menu, od przystawek po ostatnie ciepłe danie o trzeciej nad ranem. Ceny w 2024 roku? Zaczynają się od 300-350 zł w mniejszych miejscowościach, a w popularnych miejscach pod dużymi miastami dobijają do 500 zł i więcej. To właśnie ta jedna liczba, pomnożona przez liczbę gości, stanowi największą część weselnego tortu… budżetowego.

  • Mój praktyczny tip: Zanim zakochasz się w jakimś miejscu, poproś o trzy różne oferty cenowe menu. Zawsze, ale to zawsze dopytuj, co dokładnie jest w cenie. Czy jest w tym ciasto i tort? A co z alkoholem – jest wliczony, czy obowiązuje opłata „korkowa”? Diabeł, a w tym przypadku oszczędność kilku tysięcy, tkwi w szczegółach.

Wielka Piątka, czyli na co jeszcze idą pieniądze?

Poza salą, która pochłania 50-60% kosztów, na scenę wkracza „Wielka Piątka” pożeraczy budżetu. Fotograf i kamerzysta, o których marzyłaś, śledząc ich na Instagramie (to kolejne kilka-kilkanaście tysięcy). Zespół lub DJ, który rozkręci imprezę (kolejne kilka tysięcy). Twoja wymarzona suknia, garnitur dla narzeczonego, obrączki… Zanim się obejrzysz, z pozoru niewielkie kwoty sumują się do całości oscylującej w granicach 50 000 - 80 000 zł za standardowe wesele na około 100 osób. Gdy z moim narzeczonym zrobiliśmy pierwszą taką symulację w Excelu, na chwilę odechciało nam się ślubu!

  • Mój praktyczny tip: Zróbcie prostą listę priorytetów. Co jest dla Was absolutnym must-have? Dobre jedzenie i świetna muzyka? A może przepiękne zdjęcia, które będą pamiątką na całe życie? Ustalcie trzy najważniejsze rzeczy, na których nie chcecie oszczędzać. Na reszcie można szukać kompromisów. Nikt nie będzie pamiętał, czy mieliście złote sztućce, ale każdy zapamięta pusty parkiet albo niedobre jedzenie.

Wasze wesele, Wasze zasady – budżet też jest Wasz!

A teraz najważniejsze: te wszystkie liczby to tylko statystyka. Średnia. A wiecie, co robi się ze średnią? Można ją zignorować. Kto powiedział, że musicie mieć wesele na 100 osób z poprawinami? Może Waszym marzeniem jest kameralna uroczystość dla 30 osób w ukochanej restauracji, a zaoszczędzone pieniądze wolicie przeznaczyć na podróż życia? Pamiętajcie: to Wy ustalacie reguły.

Wasz dzień, Wasza historia. I ostatnia prosta do ołtarza.

Pamiętacie to uczucie, gdy po raz pierwszy otworzyliście notatnik z napisem "Wesele" i poczuliście lekkie przerażenie na widok pustej kartki? Przeszliśmy razem przez budżet, styl, listę gości i priorytety. Jeśli jest jedna, jedyna rzecz, którą chciałabym, żebyście z tego wszystkiego zapamiętali, to właśnie to.

Wasze zasady, Wasza gra

Moja znajoma, Kasia, zorganizowała wesele jak z bajki. Pałac, suknia od projektanta, setki gości. Wszystko perfekcyjne. Problem? To nie była jej bajka. To była bajka jej rodziców i teściów. Pytana po latach o najlepsze wspomnienie z tego dnia, powiedziała: „Chyba moment, kiedy zdjęłam buty w hotelowym pokoju”. Z drugiej strony mam Anię i Michała, którzy wzięli ślub w urzędzie, a potem zorganizowali garden party z food truckiem serwującym pizzę. Ich rodzina kręciła nosem, ale gdy zobaczyli, jak autentycznie szczęśliwi są młodzi, bawiąc się boso na trawie, zrozumieli wszystko. Pytanie brzmi: którą z tych historii chcecie opowiedzieć?

Wasz ślub to nie spektakl dla publiczności. To list miłosny, który piszecie do siebie nawzajem. Każda decyzja, od koloru serwetek po piosenkę na pierwszy taniec, powinna być kolejnym zdaniem w tej opowieści. Jeśli kochacie góry, zróbcie sesję na szlaku. Jeśli nienawidzicie tańczyć, zorganizujcie wieczór z planszówkami. Serio! Nie ma policji weselnej, która wlepi Wam mandat za „brak oczepin”. To Wasz dzień i macie święte prawo przeżyć go po swojemu.

Budżet to nie wróg, a kompas

Wiem, słowo "budżet" brzmi jak synonim ograniczeń. Spójrzcie na to inaczej. Budżet to nie klatka, ale kompas. On nie mówi "nie możesz tam iść", tylko wskazuje najprostszą drogę do tego, co jest dla Was naprawdę ważne. Pamiętacie ćwiczenie z trzema priorytetami? To jest właśnie ten kompas w akcji.

U nas było tak samo. Na początku chciałam mieć wszystko. Ale kiedy usiedliśmy z Excelem, rzeczywistość uderzyła nas w twarz. Musieliśmy wybrać. I wiecie co? To była najlepsza rzecz, jaka mogła się nam przytrafić. Zdecydowaliśmy, że absolutnym priorytetem jest genialny fotograf, który uchwyci emocje, i fantastyczne jedzenie. Zrezygnowaliśmy z drogiego samochodu do ślubu (pojechaliśmy taksówką, nikt nie zauważył!), a zamiast zespołu postawiliśmy na świetnego DJ-a. Czy żałuję? Ani przez sekundę. Bo te zdjęcia do dziś wywołują u mnie łzy wzruszenia, a goście do tej pory wspominają smak tamtego steka.

Perfekcja? A komu to potrzebne!

Scrollując Instagrama, można odnieść wrażenie, że każde wesele musi być idealne. Każdy kwiatek na swoim miejscu, każda łza idealnie uchwycona w złotym świetle. Bzdura! Prawdziwe wspomnienia rodzą się w niedoskonałościach.

Na moim weselu świadkowa, niosąc obrączki, potknęła się i rozsypała je po całej podłodze w kościele. Przez sekundę zamarłam, a potem… cały kościół wybuchnął śmiechem, łącznie z nami i księdzem. Szukanie tych obrączek pod ławkami stało się jedną z najzabawniejszych anegdot. To właśnie te momenty – nieplanowane, chaotyczne, ludzkie – sprawiają, że Wasz dzień będzie wyjątkowy i tylko Wasz.

Dlatego mam dla Was ostatnią radę: w dniu ślubu odpuśćcie. Zaufajcie ludziom, których wybraliście. Oddajcie telefony świadkom. Waszym jedynym zadaniem jest patrzeć sobie w oczy, trzymać się za ręce i chłonąć każdą sekundę. Kiedy opadnie brokat i zamilknie muzyka, zostaniecie we dwoje. I wspomnienia. A to, jakie one będą, zależy wyłącznie od Waszej radości, a nie od perfekcyjnie ułożonej serwetki.

Ściskam Was mocno i trzymam kciuki za Wasz wymarzony, idealnie nieidealny dzień!

Najczęściej zadawane pytania

Ile realnie kosztuje wesele w Polsce w 2024 roku?

Jak zacząć planowanie wesela, żeby nie zwariować i nie zbankrutować?

Podczas organizacji własnego ślubu przekonałam się, jak wymagające potrafią być przygotowania do tego dnia. Na bazie własnych doświadczeń stworzyłam bloga, na którym dzielę się praktycznymi wskazówkami, narzędziami i sprawdzonymi rozwiązaniami, które pomagają planować ślub w sposób uporządkowany i świadomy.