
Wesele bez poprawin: czy to się opłaca?
Znacie to uczucie, kiedy po fantastycznej imprezie budzicie się następnego dnia z lekkim bólem głowy, uśmiechem na twarzy i jednym marzeniem: spędzić resztę niedzieli w piżamie na kanapie? A teraz wyobraźcie sobie, że zamiast tego musicie wstać, ubrać się i iść na… drugą część tej samej imprezy. Brzmi jak wyzwanie? Właśnie dlatego coraz więcej par zadaje sobie kluczowe pytanie: czy poprawiny są nam w ogóle potrzebne?
Tradycja czy… pułapka finansowa?
Pamiętam rozmowę z moją kuzynką, która planowała swój wielki dzień. Zadzwoniła lekko podłamana. „Słuchaj, nie ogarniam tego” – zaczęła. – „Wszystko spięte, sala, zespół, fotograf… ale te poprawiny mnie wykończą. Finansowo i psychicznie”. Zawsze myślałam o poprawinach jako o miłym, luźnym dodatku. Kiedy jednak zaczęłam drążyć temat, skala kosztów kompletnie mnie zaskoczyła. Okazało się, że „talerzyk” na poprawiny to nie jest symboliczna opłata za grilla. To koszt rzędu 100, a czasem nawet 150-200 złotych od osoby!
Pomyślcie o tym. Jeśli na weselu macie 100 gości, a na poprawiny planujecie zaprosić chociażby połowę, czyli 50 osób, robi się z tego pokaźna suma. Licząc po średniej stawce 120 zł:
- 50 gości x 120 zł = 6000 zł
Sześć tysięcy złotych. To kwota, za którą można mieć zjawiskową suknię ślubną, opłacić świetnego fotografa na cały dzień albo… pojechać na niezapomnianą podróż poślubną. Kiedy pokazałam te wyliczenia mojej kuzynce, przez chwilę w słuchawce była cisza. To był moment, w którym tradycja zderzyła się z brutalną matematyką.
Wesele na 100%, a nie na dwa razy po 50%
Znacie to uczucie, kiedy rozkładacie siły na zbyt wiele frontów i w efekcie nic nie jest zrobione na maksa? Z weselami bywa podobnie. Organizując dwudniową imprezę, siłą rzeczy dzielicie budżet i energię. A co, gdyby tak całą parę puścić w ten jeden, wymarzony dzień? Zamiast oszczędzać na zespole, fotografie czy jedzeniu, żeby starczyło na niedzielnego schabowego, możecie zainwestować te środki w coś, co sprawi, że Wasz dzień ślubu będzie absolutnie wyjątkowy.
To kwintesencja świadomego planowania. Chodzi o to, by stworzyć jedno, spektakularne wspomnienie, a nie dwa „całkiem niezłe”. Pomyślcie o dodatkowych atrakcjach, które moglibyście zafundować gościom za zaoszczędzone pieniądze: fotobudka 360 stopni, profesjonalny barman serwujący niesamowite drinki, a może występ iluzjonisty, który oczaruje wszystkich? To sprawia, że wesele staje się doświadczeniem, a nie tylko imprezą.
Kluczowe informacje
Kiedy opadnie pierwszy kurz po zaręczynach i wybierzecie wymarzoną datę, pojawia się on – budżet. I to właśnie wtedy najczęściej pada pytanie: „A co z poprawinami?”. Argument finansowy jest potężny, ale jest jeszcze jeden koszt, którego nie znajdziecie w żadnym cenniku: Wasza energia.
Dwa dni świętowania? A komu to potrzebne?
Pieniądze to jedno, ale jest jeszcze coś równie cennego – Wasz komfort i siły. Pamiętam wesele mojej przyjaciółki. Impreza była fantastyczna, tańczyliśmy do białego rana. Następnego dnia, koło południa, spotkaliśmy się na poprawinach. I wiecie co? Wszyscy wyglądali jak zombie. Para Młoda z wymuszonymi uśmiechami próbowała zagadywać do gości, a goście snuli się między stołami, popijając rosół i marząc o powrocie do łóżka. Magia gdzieś uleciała.
Zastanówcie się. Czy naprawdę chcecie spędzić pierwszy dzień swojego małżeństwa na nogach, w pełnym rynsztunku, zabawiając gości? Czy nie wolelibyście obudzić się bez budzika, przytulić do siebie i na spokojnie, przy śniadaniu do łóżka, wspominać najpiękniejsze momenty wczorajszego dnia? Jeden intensywny, dopracowany w każdym calu dzień wesela ma w sobie coś magicznego. To kulminacja, której nie warto rozwadniać.
Podsumowanie
Kiedy opadł już cały brokat, ostatni goście pojechali do domów, a ja w końcu mogłam zdjąć szpilki, usiadłam z moim mężem i zadałam mu jedno pytanie: „Żałujesz?”. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i bez wahania powiedział: „Niczego”. I to jest chyba najlepsze podsumowanie całej tej drogi – dojść do momentu, w którym niczego byście nie zmienili.
To Wasza historia, nie rodzinny festyn
Prawda jest taka, że ilu ludzi, tyle opinii. Kiedy tylko wspomnieliśmy, że nie planujemy poprawin, zaczęło się. „Ale jak to? Przecież rodzina z daleka przyjeżdża!”, „Ciocia Krysia będzie zawiedziona!”, „Tradycji musi stać się zadość!”. Znacie to, prawda? Ten cichy, a czasem całkiem głośny szum oczekiwań, który potrafi zagłuszyć Wasz własny głos. Moja znajoma, Kasia, uległa tej presji. Zorganizowała poprawiny, chociaż wcale tego nie chciała. Później opowiadała, że całą niedzielę marzyła tylko o tym, żeby położyć się spać. Była tak wyczerpana, że nie pamięta połowy rozmów.
Dlatego powiem Wam jedno, z ręką na sercu: to jest Wasz dzień. Wasz start. Wasza opowieść. Nikt nie przeżyje tego za Was i nikt nie powinien dyktować Wam scenariusza. Jeśli czujecie, że jeden, ale za to absolutnie magiczny i dopięty na ostatni guzik dzień, jest tym, o czym marzycie – idźcie za tym. Prawdziwi przyjaciele i kochająca rodzina zrozumieją. A ci, którzy przyjeżdżają tylko dla darmowego jedzenia przez dwa dni… cóż, może to i lepiej, że ich oczekiwania nie zostaną spełnione?
Co tak naprawdę zostaje w pamięci?
Wyobraźcie sobie, że mija pięć, dziesięć, piętnaście lat. Siedzicie razem, oglądacie zdjęcia ze ślubu. Co będziecie wspominać? Na pewno nie to, czy rosół na poprawinach był wystarczająco gorący. Będziecie pamiętać wzruszenie podczas przysięgi. Ten moment, kiedy Wasze oczy się spotkały i wiedzieliście, że to jest to. Będziecie wspominać szalony taniec z przyjaciółmi do Waszej ulubionej piosenki i łzy szczęścia Waszej mamy. To są chwile, które budują wspomnienia.
Rezygnacja z poprawin to nie jest skreślanie tradycji dla zasady. To świadoma decyzja o tym, jak chcecie zainwestować swoje trzy najcenniejsze zasoby: pieniądze, czas i energię. Czy wolicie przeznaczyć kilka, a czasem kilkanaście tysięcy na dodatkowy dzień imprezy, czy na wymarzoną podróż poślubną? Czy chcecie spędzić niedzielę na wysokich obrotach, czy może wolicie obudzić się rano bez budzika, zjeść leniwe śniadanie we dwoje i po prostu cieszyć się sobą? Nie ma tu złej odpowiedzi. Jest tylko Wasza odpowiedź.
Złoty środek, czyli wilk syty i owca cała
A co, jeśli wciąż macie wątpliwości? Jeśli z jednej strony kusi Was wizja spokojnej niedzieli, a z drugiej nie chcecie, by goście z daleka czuli się zignorowani? Pamiętajcie, że między hucznymi poprawinami a całkowitym brakiem kontaktu jest całe spektrum możliwości.
- Nieformalny brunch: Zamiast całej imprezy, zaproście najbliższą rodzinę i przyjaciół, którzy nocują na miejscu, na wspólne, luźne śniadanie w hotelu lub pobliskiej kawiarni. Godzina-dwie, dobra kawa, ciasto, które zostało z wesela – i wszyscy zadowoleni.
- Popołudniowy grill: Jeśli Wasze wesele jest latem, a miejsce na to pozwala, co powiecie na luźnego grilla następnego dnia po południu? Bez oficjalnych strojów i bez stresu. Tylko relaks i czas na rozmowy, na które mogło go zabraknąć w weselnym zgiełku.
- Słodkie pożegnanie: Przygotujcie dla gości nocujących małe paczuszki z ciastem i kawą na drogę. To miły gest, który pokazuje, że o nich myślicie, nawet jeśli nie organizujecie formalnego spotkania.
Koniec końców, decyzja o weselu bez poprawin to nie ucieczka od tradycji, ale tworzenie własnej. To świadome postawienie na jakość, a nie na ilość. Na głębię przeżyć, a nie na długość imprezy. I wiecie co? To jest absolutnie w porządku. Bo najważniejsze jest to, żebyście Wy, patrząc wstecz na ten dzień, czuli tylko jedno: absolutną, czystą radość.
Najczęściej zadawane pytania
Czy rezygnacja z poprawin to duży nietakt wobec gości?
Na co można przeznaczyć pieniądze zaoszczędzone na poprawinach?
Podczas organizacji własnego ślubu przekonałam się, jak wymagające potrafią być przygotowania do tego dnia. Na bazie własnych doświadczeń stworzyłam bloga, na którym dzielę się praktycznymi wskazówkami, narzędziami i sprawdzonymi rozwiązaniami, które pomagają planować ślub w sposób uporządkowany i świadomy.


