Jak zaplanować poprawiny i czy zawsze warto je organizować?

Poprawiny: Tradycja, na którą stać Cię psychicznie i finansowo?
Znacie to uczucie, kiedy opada ostatni weselny pył? Muzyka cichnie, ostatni goście łapią taksówki, a Wy wreszcie zdejmujecie te (piękne, ale jednak!) niewygodne buty. Patrzycie na siebie, zmęczeni, ale szczęśliwi i myślicie: „Udało się!”. A zaraz potem przychodzi druga myśl: „O rany, jutro poprawiny!”. Kto z Was nie przeżył tego małego dreszczyku emocji, a może nawet lekkiej paniki? Bo pytanie o poprawiny to dziś jeden z gorętszych weselnych dylematów.
Czy ten maraton musi trwać dwa dni?
Pamiętam, jak planowaliśmy własny ślub. Moja babcia nie wyobrażała sobie wesela bez poprawin. Dla niej to była tradycja tak święta jak biała suknia i rzucanie welonem. „Jak to tak, gości wypuścić bez drugiego dnia? Przecież jedzenie zostanie!” – mówiła z troską w głosie. Kiedyś wesela były wydarzeniem dla całej wsi, trwały kilka dni i nikt nie myślał o powrocie do pracy w poniedziałek. Ale czasy się zmieniły, prawda?
Dziś wielu z nas ma gości z drugiego końca Polski, a nawet świata. Ludzie biorą urlopy, rezerwują hotele, a perspektywa dwudniowej, intensywnej imprezy bywa dla nich po prostu męcząca. I dla nas też! Po całym dniu na nogach, w stresie i emocjach, marzyłam głównie o tym, żeby zaszyć się z mężem w jakimś cichym miejscu, a nie organizować kolejną imprezę na sto osób. To nie oznacza, że tradycja jest zła. Chodzi o to, żeby zadać sobie jedno, kluczowe pytanie: dlaczego chcemy to robić?
- Zróbcie mały rachunek sumienia. Usiądźcie razem i szczerze porozmawiajcie. Czy chcecie poprawin, bo „tak wypada” i boicie się, co powie ciocia Krysia? A może dlatego, że naprawdę czujecie, że jeden dzień to za mało, by nacieszyć się wszystkimi gośćmi, zwłaszcza tymi, którzy przyjechali z daleka? Wasza szczera odpowiedź jest najważniejsza.
Gdy już wiecie, CZY chcecie, pora na brutalnie szczere pytanie: ILE to kosztuje?
Budżet, czyli jak drugiego dnia nie zbankrutować
Kto z Was nie słyszał mitu, że „poprawiny robi się z resztek, więc nic nie kosztują”? Aż się uśmiecham na to wspomnienie, bo sama kiedyś w to wierzyłam. A potem przyszła rzeczywistość. Okazało się, że sala weselna, owszem, poda jedzenie z wesela, ale za obsługę, nakrycia, napoje i każdą godzinę pracy personelu trzeba zapłacić osobno. Nagle z „darmowej” imprezy zrobił się całkiem spory wydatek rzędu kilku tysięcy złotych.
Dlatego kluczowe jest, żeby od samego początku traktować poprawiny jako osobny punkt w kosztorysie. Moja koleżanka Ania miała na to genialny patent. Zamiast robić drugą imprezę na tej samej sali, wynajęła na kilka godzin pobliską pizzerię z ogródkiem. Koszt? Nieporównywalnie niższy. Atmosfera? Absolutnie fantastyczna i totalnie na luzie!
- Praktyczny tip: Zawsze pytajcie menedżera sali o szczegółowy kosztorys poprawin. Dopytajcie o obsługę, napoje, ewentualne dodatkowe opłaty. Niech nic Was nie zaskoczy.
- Drugi tip: Myślcie nieszablonowo. Może macie do dyspozycji ogród u rodziców? Wtedy wystarczy zamówić catering lub zorganizować grilla. A może kameralny obiad dla najbliższej rodziny w ulubionej restauracji? To też są poprawiny!
Skoro już wiemy, że nie musi być drogo, to zastanówmy się, jak może być. Bo opcji jest całe mnóstwo.
Od grilla po chill – jaki klimat poprawin wybrać?
Poprawiny nie muszą być „weselem bis”. To może być drugie, lepsze życie weselnej imprezy. Wyobraź sobie: zero sztywnego harmonogramu, zero stresu, że coś pójdzie nie tak. Garnitur można zamienić na jeansy, a szpilki na trampki. To jest właśnie ta magia, którą mogą dać dobrze pomyślane poprawiny. To okazja, żeby naprawdę pobyć z ludźmi, a nie tylko przemykać między stolikami.
Pamiętam poprawiny, na których Para Młoda, zamiast kolejnej potańcówki, zorganizowała turniej w badmintona i strefę z planszówkami. Ludzie byli zachwyceni! Wszyscy biegali w trampkach, śmiali się i rywalizowali, a w tle leciała playlista z ich ulubionymi kawałkami z lat 90. To było tak bardzo „ich”, że nikt nawet nie pomyślał o braku zespołu czy wodzireja. I to jest właśnie sedno sprawy.
- Pomyśl o zmianie klimatu. Jeśli wesele było w stylu glamour, może poprawiny w formie luźnego grilla? Jeśli mieliście rustykalną stodołę, co powiecie na niedzielny brunch w miejskiej kawiarni? Kontrast sprawi, że goście poczują świeżość, a Wy unikniecie wrażenia powtórki z rozrywki.
Podsumowanie
No i jesteśmy na mecie. Przebrnęliśmy przez sale, menu i DJ-ów, a na horyzoncie wciąż majaczy to jedno, ostatnie pytanie: poprawiny – tak czy nie? To trochę jak finałowy boss w grze, którego trzeba pokonać, zanim zobaczy się napisy końcowe. Znacie to uczucie?
Słuchać serca czy portfela?
Nie ma jednej, idealnej odpowiedzi. To jest chyba najbardziej frustrujące i jednocześnie… najpiękniejsze. Moja przyjaciółka, Kasia, od zawsze marzyła o wielkich, hucznych poprawinach w stylu góralskim. Jej narzeczony pukał się w czoło, patrząc na rosnące koszty. Ale postawiła na swoim. I wiecie co? To była jedna z najlepszych imprez, na jakich byłam, a oni sami wspominają ten drugi dzień z jeszcze większym sentymentem niż samo wesele. To był czas na luzie, na prawdziwe rozmowy z gośćmi, którzy zostali.
Z drugiej strony, znam parę, która po weselu spakowała walizki i następnego dnia o 10 rano siedziała już w samolocie do Włoch. Zamiast odgrzewanego rosołu mieli Aperol Spritz z widokiem na Koloseum. Czy żałowali? Absolutnie nie. Zrobili to po swojemu. Pomyśl więc, co Tobie da więcej radości. Czy wizja kolejnego dnia świętowania z bliskimi sprawia, że serce bije Ci szybciej? A może na samą myśl o tym czujesz potworne zmęczenie i marzysz tylko o ciszy we dwoje?
- Tip dla serca: Jeśli czujesz, że jeden dzień to za mało, żeby nacieszyć się gośćmi (zwłaszcza tymi z daleka), poprawiny są idealnym rozwiązaniem. To Wasz czas na luzie.
- Tip dla portfela (i głowy): Jeśli budżet jest napięty, a Wy po wielkiej imprezie potrzebujecie regeneracji – odpuśćcie bez wyrzutów sumienia. Nikt nie ma prawa Was za to oceniać.
Złoty środek, czyli poprawiny w wersji „light”
Kto powiedział, że poprawiny muszą oznaczać drugie wesele z pełnym menu i obsługą kelnerską? To pułapka, w którą wpada wiele par. Myślimy zero-jedynkowo: albo huczna impreza, albo nic. A przecież istnieje cały wachlarz możliwości pośrodku! Wyobraź sobie… niedzielne popołudnie. Ogród Twoich rodziców, a może wynajęty domek z Airbnb. Na trawie leżą koce i poduchy, z głośnika leci Wasza ulubiona playlista, a w powietrzu unosi się zapach jedzenia z grilla. Bez sztywnych ram, bez harmonogramu, bez stresu. Po prostu chill.
Najczęściej zadawane pytania
Czy poprawiny są obowiązkowe?
Absolutnie nie. To tradycja, a nie wymóg. Decyzja należy wyłącznie do Was i powinna być oparta na Waszych chęciach, budżecie i charakterze wesela. Jeśli większość gości jest miejscowa, presja jest znacznie mniejsza.
Ile realnie kosztują poprawiny?
To zależy od formy, ale rzadko są darmowe. Nawet jeśli korzystacie z jedzenia z wesela, sala najczęściej nalicza opłaty za wynajem, obsługę kelnerską i napoje. Koszt może wahać się od kilkudziesięciu złotych od osoby za grilla po nawet 50-70% ceny „talerzyka” weselnego za imprezę na sali. Zawsze proś o szczegółowy kosztorys.
Jakie są alternatywy dla tradycyjnych, hucznych poprawin?
Możliwości jest mnóstwo! Zamiast drugiej imprezy tanecznej możecie zorganizować:
- Luźnego grilla w ogrodzie.
- Niedzielny brunch w restauracji lub kawiarni.
- Nieformalne spotkanie przy pizzy lub food truckach.
- Kameralny obiad tylko dla najbliższej rodziny i świadków.
- Spotkanie w plenerze z grami i zabawami, np. turniejem badmintona.
Podczas organizacji własnego ślubu przekonałam się, jak wymagające potrafią być przygotowania do tego dnia. Na bazie własnych doświadczeń stworzyłam bloga, na którym dzielę się praktycznymi wskazówkami, narzędziami i sprawdzonymi rozwiązaniami, które pomagają planować ślub w sposób uporządkowany i świadomy.


